Liczenie dachówek

Reportaż, Gazeta Wrocławska, 2001 r.
(nagroda w ogólnopolskim konkursie dziennikarskim „Oczy otwarte”)

„Nie bardzo miał ochotę na tę rozmowę. Matka wzdychała: „On jest bardzo honorowy”. Jest też ambitny i samotny. Ma 23 lata, delikatną twarz, szczupłe dłonie o długich palcach. Mógłby być pianistą, gdyby prawa ręka była sprawna. Mógłby być sportowcem, gdyby chodził. Biegał w Śląsku przez trzy lata.

– Cieszę się, że miałem dziewczynę – mówi, uśmiechając się. – Przychodziła do szpitala. Potem słała listy. A potem, nagle... cisza. Byliśmy ze sobą cztery lata. Ale ona ma dopiero dwadzieścia jeden lat. Całe życie przed nią. Podejrzewam zresztą, że to nie była tylko jej decyzja. Tak z dnia na dzień raczej się nie zrywa...
Ale z dnia na dzień może zmienić się całe życie (...)”.



W ciągłym ruchu

Reportaż, Panorama Dolnośląska, 2006 r.

„Jaś ma 8 lat i chodzi do pierwszej klasy do trzeciej z kolei szkoły podstawowej we Wrocławiu. W pierwszej szkole, rejonowej, spędził trzy tygodnie. Wychowawczyni, pani tuż przed emeryturą, surowo przestrzegała dyscypliny. Za jej brak, czyli na przykład odzywanie się bez pytania podczas lekcji, stawiała do kąta. A Jaś nie może powstrzymać się od niemówienia.

Po czwartym pobycie w kącie, chłopiec odmówił pójścia do szkoły. Była rozmowa z wychowawczynią, pedagogiem szkolnym, dyrektorką. Mama Jasia tłumaczyła, że dziecko jest w trakcie diagnozowania w kierunku ADHD. „Pani nie ma diagnozy, a my warunków do nauczania takiego dziecka”, usłyszała tylko.

W kolejnej szkole rodzice Jasia nie mówili już nic o problemach syna. Wychowawczyni była tym razem młoda i miała, jak zapewniała na szkolnej wywiadówce, nowoczesne podejście do nauczania. Polegało ono na tym, że po prostu ignorowała Jasia. Jaś mówił bez pytania, więc za karę nie był proszony do odpowiedzi. Bardzo potrzebował uwagi, ale jej nie dostawał. Próbował więc ściągnąć ją na siebie wszelkimi sposobami. Spacerował po klasie podczas lekcji. Na przerwach chodził po ławkach. Posunął się nawet do próby zjedzenia gąbki do ścierania tablicy (...)”.



Tułacze święta

Reportaż, Dylematy Policyjne, 2006 r.

„W pociągu byli jedyną rodziną jadącą w ramach przesiedlenia. W Poznaniu musieli się przesiąść. Szli kilometr przez most do następnego pociągu jadącego do Wrocławia. Na miejscu byli ok. 21. Wysiedli na Dworcu Nadodrze, który w 1946 roku jako jedyny przyjmował pociągi osobowe. Powitał ich śnieg i trzaskający mróz.

W PUR-ze przy ul. Paulińskiej dostali dwa łóżka na cztery osoby (troje dzieci i matka). Gdy tylko się rozwidniło, pani Katarzyna pobiegła szukać swojej siostry, Loli Malinowskiej, zamieszkałej przy ul. Daszyńskiego (Cospoth Strasse) 13/11. Nie widziały się od 1937 roku. Rozmowa była krótka, trzeba było wracać po dzieci (...)”.



Śmierć z wycieńczenia

Reportaż, Express Wrocławski, 2007 r.

„Danuta S. i jej brat Marek S. spędzali wakacje na Krecie. 21 lipca wraz z przewodnikiem i grupą udali się na autokarową wycieczkę do wąwozu Samaria, oddalonego od hotelu o 170 km. Jednak do wąwozu nie weszli. Sześć dni błąkali się po skalistych górach, przekonani, że odnajdą przewodnika i resztę grupy. Pomoc nadeszła dopiero wtedy, gdy oboje już nie żyli.

Dzień pierwszy - sobota
O godz. 9.30 Jacek M. przyjaciel Danuty odbiera telefon z informacją, że rodzeństwo wybiera się do wąwozu Samaria. Około godz. 10.00 31 turystów zostaje podwiezionych do miejscowości Omalos, w górnej części wąwozu. Autokar będzie na nich czekał w miejscowości Chora Sfakion. Gdy przejdą wąwóz, trafią do osady Agia Roumeli, gdzie promem zostaną przewiezieni do Chora Sfakion. I tak się dzieje. Z jednym wyjątkiem - zamiast 31 osób na prom wsiada 29 (...)”.