Krzysztof Myszkowski
Spiritus movens Starego Dobrego Małżeństwa

Gazeta Wrocławska, 2001 r.

(…)
Magda Wieteska: Opowiedz mi o „Majce”. Jak to się stało, że na każdym koncercie fani skandują „Majka, Majka!”. Chyba nie sadzą, że to opowieść o miłości chłopca do dziewczyny? („Maajka, nie jestem Ciebie wart”)
Krzysztof Myszkowski: Z „Majką” było tak, że kiedyś w studenckim w radio w Łodzi wygłupialiśmy się, wiesz, weselne organy itepe. Potem ktoś znalazł ten kawałek, umieścił na składance z festiwalu Yapa i zrobiła się histeria. Ludzie traktowali to na poważnie, więc z koncertu na koncert urozmaicaliśmy „Majkę”. Na płycie „Cudne manowce” pododawaliśmy takie kawałki, że już nie było wątpliwości, o co chodzi.

M.W.: Chodzi o to, że „Majka” śpiewana jest do kolegi z wojska... A Leluchów? („W Leluchowie, miła, zaczyna się koniec świata, tam anioł traci głowę, z brzozami się brata”.) Czy on rzeczywiście istnieje?
K.M.: Oczywiście! To niedaleko od Muszyny, przy granicy słowackiej. Jest jak w piosence, stacja kolejowa, parę chałup na krzyż, bo tam... rzeczywiście świat się kończy. Przyjeżdżają ludzie do Leluchowa, jakby nie wierzyli, że on naprawdę jest. Może potem są nieco rozczarowani...
(…)