Wojciech Dąbrowski
Nie chciałem być aktorem

Gazeta Senior, 2015 r.

(…)
Magda Wieteska: Więc zamiast na medycynę poszedł Pan do szkoły aktorskiej?
Wojciech Dąbrowski: Nie myślałem jeszcze wtedy o aktorstwie. Po maturze poszedłem, jak większość chłopaków z moich okolic, chcących uciec przed wojskiem, do zespołu szkół elektrycznych w Jeleniej Górze. I tam był kabaret, zacząłem w nim grać. A potem kolega wręcz zmusił mnie, żebym jechał do Wrocławia zdawać na PWST.
A ja się bałem, że jeśli się nie dostanę, to będzie wielki wstyd. Bo jestem z Kowar, małego miasteczka i ludzie będą gadać, że o, chciał być nie wiadomo kim i, oczywiście, mu nie wyszło.


M.W.: Jak to jest być jednocześnie dyrektorem i aktorem w swoim teatrze?
W.D.: Śmiejemy się z Pawłem Okońskim, że jak chcemy grać główne role, to po prostu siebie w nich obsadzamy. No i oczywiście mamy wpływ na to, jaki repertuar wystawiamy.
W teatrze komediowym występuje właśnie ta akcja-reakcja między aktorem i widzem, natychmiastowa, a jak jej nie ma, to znaczy, że źle gramy – albo za wolno albo za szybko. Jak zapomnimy tekstu, musimy szybko improwizować, bo na scenie cały czas musi się dziać. To jest zresztą ciągłe zaskoczenie – że ludzie śmieją się w takich momentach, których w ogóle nie uwzględnialiśmy podczas prób. To jest właśnie teatr wymierny: widzimy, co się dzieje i reagujemy na to.

(…)